Naród ekonomów i fornali

Posted on sobota, Październik 23rd, 2010 o 15:31 w

Wczoraj, tj. 23 października 2010 roku – jak zwykle w piątek – miał miejsce kolejny „Salon prof. Dudka”, podczas którego red. Rafał Ziemkiewicz wygłosił odczyt pt. „Polska jako kraj postkolonialny”. Rozwijając swoją tezę, autor wygłosił pogląd, że po 1989 roku struktura społeczna Polski zaczęła przypominać tę, znaną z kart historii krajów odzyskując po wielu latach suwerenność. Zdaniem prelegenta elita, złożona z przepoczwarzonych w kapitalistów byłych nomenklaturowców oraz dokooptowanej do niej czołówki „Solidarności”, nie potrafiła uwolnić się od uzależnienia od „metropolii” (i o dziwo nie o Rosji, tylko o Zachodzie tutaj prelegent myślał). Elita ta, co gorsza, zaczęłą również uważać, że jakakolwiek próba przeciwstawiania się owemu zapatrzeniu jest równoznaczna z wrogością do „modernizacji”. Z drugiej strony – elektorat przyrównał prelegent do chłopa pańszczyźnianego, uzasadniając swoją tezę analizą jego zachowań i poglądów. Źródeł tej patologicznej sytuacji prelegent upatruje w ambiwalentym stosunku obu grup do państwa: z jednej strony elity, które przyrównał dalej do ekonoma zarządzającego „cudzym” folwarkiem oraz z drugiej strony elektorat, który został przyrównany do fornali. Zarówno „ekonom” jak i „fornale” traktowali swój warsztat pracy jako dojną krowę: ekonom musiał się nachapać, fornal – nie przepracowywać i co nieco nakraść.

Niejako na marginesie tego wywodu prelegent postawił tezę o pojawieniu się na ziemiach polskich po 1945 roku Nowego Narodu. Jego zdaniem ten Stary, z elitami wychowanymi na wielkiej literaturze romantycznej, zamordowany został do 1945 roku. Od końca II-giej wojny światowej Polska stała państwem zamieszkałym w większości przez ocalałych z rzezi chłopów, którzy tłumnie przenosili się ze wsi do miast, Tam tworzyli tzw. inteligencję pracującą, która szybko zapełniła luki w tkance społecznej, zdewastowanej przez wojnę, okupację i terror bezpieki. Prelegent zauważył, że w procesie tym, ci co się „wyrwali”, z pogardą poczęli odnosić się do tych wszystkich, którzy pozostali na ojcowiźnie. Ich zachowanie prelegent przyrównał do zachowania sierżanta armii kolonialnej, który za wszelką cenę próbował swoimi zachowaniami „przykryć” przysłowiową słomę wystającą zza cholewy.

Brak zdecydowanego sprzeciwu ze strony słuchaczy, postronny obserwator mógłby odczytać jako wyraz pełnej aprobaty dla wygłoszonych tez Przebieg dyskusji, poza nielicznymi uwagami uściślającymi, pośrednio takie odczytanie – moim zdaniem – potwierdził.

To, co moim zdaniem najważniejsze, to fakt, że oto mogliśmy usłyszeć spójny obraz rzeczywistości. Brak zdecydowanego sprzeciwu, daje przesłanki ku temu, aby uznać go za prawdziwy. Pesymistyczny ten obraz, stwarza jednak przesłanki do optymizmowi na przyszłość. Być może, oto odkryliśmy – przypisywany Archimedesowi – punkt oparcia. I być może dzięki niemu poruszymy naszą ziemię...

Skomentuj

Dodaj komentarz

Top