Oczy szeroko otwarte… ze zdziwienia oczywiście!

Posted on czwartek, Czerwiec 2nd, 2011 o 18:11 w

Idą wybory. Podobno najważniejsze (które to już z rzędu…). Pono trza zwierać szeregi, A tu takie rozwarcie! W sieci pojawiło się faksymile pewnego dokumentu. Ze stenogramu tegoż dowiaduję się, że pewien adwokat występuje w imieniu nieformalnej grupy w obronie cudzego imienia osoby nie będącej członkiem tejże. Może i machnąłby na to ręką, ale trudno raczej mi przejść obojętnie wobec sytuacji, gdy rzecz tyczy osoby mego byłego Premiera, którego rad byłbym widzieć ponownie na tym stanowisku.

W tej dziejowej chwili oczekiwałby raczej działań koncyliacyjnch. Co oczywiste, dyskretnych, a tu nawalanka na całego, i to przy otwartej kurtynie. Raczej pewne, że nikt nie ustąpi. Pola manewru chwilowo brak!

Nagle, po długim zmilczeniu obrywa się Kornelowi Morawieckiemu za to, że pozbawił kogoś 80 głosów, przez co utracono jeden mandat, zapominając odpowiedzieć na interesującą kwestię: czy z panem Kornelem ktoś z owych „utracjuszy” przed hipotetyczną klęską” rozmawiał?

Niektórym puszczają nerwy, niektórym krew się gotuje, inni gotują się do tworzenia konkurencyjnych list…

A kiedyś było nawet pięknie. W spokoju wynegocjowano ogólną zasadę dla całego kraju (!), że piąte miejsca na wszystkich listach pewnego komitetu zostaną obsadzone przez środowisko, które padło ofiarą rozgrywek przy zielonym stoliku. Świat się nie zawalił, korona nikomu z głowy nie spadła, nawiązano nawet pewne nici kontaktów osobistych. I co najważniejsze: sprawdzono w działaniu pewną koncepcję (że zacytuję Klasyka znad Morza).

Wybory prezydenckie wykazały, że wyborcy Jarosława Kaczyńskiego stanowią potężną siłę zdolną do zdobycia 44% głosów, które wg zasady d’Hondta gwarantują większość parlamentarną. I chwilowo tylko ta siła jest w stanie odgonić od władzy obecnie sprawujących ją nieudaczników.

Dla większości oczywistym jest konieczność przełamania podziałów i wypracowania formuły „Wielkiej Koalicji” na rzecz premierostwa Jarosława Kaczyńskiego.

Sądzę, że doświadczenia z „5” dobrze rokują. Niepomiernie jednak wzrosła świadomość zagrożeń koalicji zawieranych w toaletach hotelu poselskiego lub na kanapach „kumpli z partyzantki”. Dlatego też ewentualne uzgodnienia muszą być publicznie dyskutowane.

Postulat „5” uzupełniłbym o autonomiczny – w ramach ogólnego – budżet kampanii wyborczej dla „5”, zaś w ramach konsumpcji sukcesu wyborczego:

  • autonomiczny klub parlamentarny w sojuszu strategicznym,
  • parytetowe współuczestnictwa we władzach wykonawczych wszystkich szczebli i zakresach merytorycznych.

Niby proste i oczywiste. Ciekawym: czy Paryż, pardon – Sejm wart jest mszy, pardon – kohabitacji z odszczepieńcami, i różnymi takimi…?

p.s. Przypominam, że tak w wymarzonym przez naszych macherów od polityki amerykańskim systemie dwupartyjnym, partie grają przede wszystkim skrzydłami. A u nas, póki co, to i nie tylko skrzydeł brak… Również, a nawet przede wszystkim, odwagi!

 

Skomentuj

Dodaj komentarz

Top